środa, 24 sierpnia 2011

Wakacyjne wypady

Co roku w Okunince na jeziorem Białym odbywa się zlot zapalonych maniaczek robótek, szczególnie poświęcony decoupage. W swoim domu gości wszystkich Ewa- osoba niezwykła , ciepła i kochana:))) Zostałam w tym roku ponownie zaproszona na to spotkanie - żartobliwie zwane Sabatem Czarownic;) Zbiegło się jednak w czasie z zaślubinami Ani. Postanowiłam jednak, że chociaż dzień muszę spędzić z dawno nie widzianymi dziewczynami- na co dzień dzielą nas od siebie zbyt duże odległości. Dobrze jest pooddychać taką twórczą atmosferą, nawet przez chwilę nabrałam ochoty, żeby coś "zdekupażować", he, he...;) Zdążyłam jedynie zarazić Basię, córkę Mai koralikami, ha, ha - Maja była tym  "bardzo zachwycona";))) Swoją drogą rośnie nam poważna konkurencja w wielu dziedzinach:)))
Ewuś dziękuję Ci raz jeszcze, za zaproszenie i gościnę:)
Więcej na temat sabaciku na blogach Mai, Gochy i Jasmin.

Niedaleko, no jakieś 120 km dalej , trochę bardziej na południe mieszka kolejna moja wirtualna przyjaciółka. Połączyła nas ta sama pasja i pewne forum robótkowe. Chociaż jej zainteresowania bardzo się zmieniły nasza znajomość przez  lata rozwinęła się. Wiadomo,  przez dzielącą nas odległość widujemy się niezwykle rzadko, dlatego nie wahałam się i wykorzystałam tę bliskość do odwiedzin na lubelskiej wsi... Reniu dzięki za spotkanie:)))
To naprawdę niesamowite, internet sprawił, że poznałam fantastycznych ludzi!!! Nie miałabym szans na to, gdyby nie wirtualna rzeczywistość:)))


Już całkiem oderwani od codzienności udaliśmy się z moim K. na kolejną wyprawę. Wyjazd ten zbiegł się w czasie z naszą osobistą rocznicą, była więc podwójna radość. Dzieci, w ramach podziękowania zafundowały nam pobyt w Wilnie, my tylko mieliśmy zdecydować, kiedy chcemy jechać:))) Chcieliśmy świętować swoją rocznicę niecodziennie więc termin wydał nam się oczywisty.
Było cudownie, pomimo ulewnego deszczu, którym przywitało nas Wilno, pomimo potwornego bólu nóg, po przemierzeniu kilometrów uliczek tego miasta.
 Bariera językowa dla Polaków w Wilnie jak się okazało nie stanowi dużego problemu. Język litewski, owszem zupełnie niezrozumiały, ale gdzie się nie obejrzysz, w sklepie z pamiątkami, w hotelu, restauracji zawsze się znajdzie ktoś z obsługi władający naszym językiem. Brak mi było tylko, wszelkich informacji przydatnych turystom w bardziej zrozumiałym, choćby angielskim tłumaczeniu, i to wszędzie nie tylko w Wilnie. Jedynie najważniejsze zabytki oznaczone były mosiężnymi tablicami w dwóch językach.
 Chociaż było tez kilka miejsc, gdzie można było poczuć się swojsko.



 I oczywiście kaplica w Ostrej Bramie, miejsce kultu i pielgrzymek "W kaplicy ostrobramskiej znajduje się słynny z cudów obraz Najświętszej Marii Panny – Matki Boskiej Miłosiernej. Ściany kaplicy są wyłożone dziękczynnymi, srebrnymi wotami, między innymi od Marszałka Józefa Piłsudskiego oraz przesłane przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Liczbę wystawionych tu srebrnych wotów złożonych przez wiernych,
w podzięce za otrzymane łaski, szacuje się w przybliżeniu na 8000" -  info






 

 
Widok z kaplicy
Nie chciałabym Was zanudzić innymi zabytkami Wilna głównie sakralnymi, polecam osobistą eskapadę do tego miasta wielu kontrastów- od granicy w Ogrodnikach jakieś 150km:)
Chcę jeszcze tylko pokazać to, co mnie urzekło- ręcznie rzeźbione i malowane anioły ich cena jednak mnie powaliła- 300- 400 litów!!! ( lit to ok. 1,20zł)

 
Ten z rybą jest super
Znalazłam też sklep koralikowy, ale ceny wydały mi się strasznie wyśrubowane, więc sobie pooglądałam i wyszłam z niczym;)))
Na koniec chciałabym jeszcze pochwalić smaczną kuchnię litewską- co prawda bardzo kaloryczną, ale dla blinów litewskich- rodzaj placków ziemniaczanych z mięsnym nadzieniem- z sosem grzybowym dałabym się posiekać, były też cepeliny u nas zwane kartaczami i chłodnik z buraczków i oczywiście pachnący kminkiem chleb litewski... ech;) A swojskie klimaty zapewniał... piejący zawzięcie kogut:)
 Żal było wyjeżdżać, zwłaszcza, że na do widzenia wyjrzało piękne słoneczko:)))
Ale wracam i już niebawem pokażę moje nowe wytwory.

12 komentarzy:

  1. Oj, jak pięknie. :)))) Wszystkiego co najlepsze z okazji Waszej Rocznicy!:)
    Niestety do Wilna mam daleko strasznie, a chętnie bym się wybrała i myślę o tym od kilku lat. Piękne miasto z duszą słowiańską.
    Na Sabacik też daleko mam , łeeeeeeee...
    Buziaki!:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje za piekny spacer po Wilnie, marzy mi sie tam jechac, bo moj dziadek wlasnie tam sie urodzil i blisko Ostrej Bramy wychowal...jeszcze przed wojna. POzdrawiam serdecznie Kamilla

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za relację z Wilna- nigdy tam nie byłam. A Sabat Czarownic to bardzo ciekawe - mieszkam w zasięgu.....

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno mnie tu nie było , a tyyyle się wydarzyło w Twoim życiu Jolinko:)
    żeby te zmiany ogarnąć zacznę od życzeń dla Młodej Pary - dużo miłości i radości z codziennego bycia razem, Młodzi na pewno maja dobry przykład w Was (o czym świadczy kolejna rocznica) więc to nie będzie trudne:)
    Dzięki internetowi tez poznałam ciekawe osoby, o czym przekonałam się "naocznie":)
    A w Wilnie byłam - litewskie smakołyki jadłam i miejsca, które pokazujesz na zdjęciach znam. Miło wspominam swój pobyt na Litwie - jakieś 14 lat temu(!)ale tam gdzie byłam ( Birsztonas) nie była to wtedy kraina mlekiem i miodem płynąca.
    Chleb litewski jest przepyszny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluje rocznicy, aby sie Wam wiodlo pieknie i w milosci !
    Cudowne zdjecia,Dziekuje za przemily post
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy ,ale zdjęcia sa cudowne miło popatrzec:)pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo, ja tez w zasięgu mieszkam ;) Piękna relacja z Wilna :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam, widziałam, próbowałam jedzonka - pysznie było i chętnie bym tam wróciła. Gratulacje z okazji rocznicy i wiele miłości :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. To prawda. Internet daje sporo możliwości na poznanie nowych ludzi:) Piękne jest Wilno z Twoich zdjęć:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. O w zeszlym wrzesniu przejezdzalam rowerem przez Okunike (w drodze z Zamoscia do Bilaegostoku) i tak mnie jezioro Biale zauroczylo, ze zostalam na kilka dni. Szkoda, ze nie zalapalam sie na 'warsztaty' i wymiane doswiadczen.

    -Aniel

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za komentarz :)